Gotowanie i jedzenie na wyprawie

Jest kilka patentów na pełnowartościowe, sensownie smakujące jedzenie, gdy wokół Was nie ma nic, nikogo i niczego. Oczywiście podróżując, napotkać można masę fajnych knajp i barów, gdzie zjecie godnie. Jeśli można, to trzeba skorzystać. Jednak nie zawsze można, nie zawsze jest gdzie zjeść, a w zasadzie bardzo często nie ma wokół Was kompletnie nic, nawet sklepu. Dodatkowo przy rozbijaniu obozowiska z reguły celuje się czasowo tak, aby mieć światło dzienne. Po to, żeby było widać „okoliczności przyrody”, żeby można było się rozbić w miejscu po prostu pięknym i odpowiednim. Oznacza to sytuację, gdzie będziecie siedzieć jeszcze dobre parę godzin, gadając i prawdopodobnie łojąc trunki aż do momentu położenia się spać. To zaś w linii prostej oznacza wcześniej czy później potężny głód.

PODSTAWOWY PROWIANT:

Będąc przezornym, każdy rozsądny zabezpiecza się, mając jedzenie najmarniej na śniadanie i na wieczorną kolację w obozie. Jest parę rozwiązań zawsze słusznych: pakowana próżniowo kiełbasa, która nie wymaga warunków chłodniczych przez kilka dni. Do tego zawsze świeży pumpernikiel, który również sprzedawany jest hermetycznie pakowany, albo tzw. „wrapy”, albo „lawasz”, czyli z grubsza to, w co zawijają kebaby. Ten zestaw, wraz z piklami i musztardą, można traktować jako podstawę.

BRUZZZLER / Gotowanie w terenie
Gotowanie w terenie
Kuchnia na biwaku

Konserwy i liofilizaty:

Kolejną opcją są konserwy. Jest tego na rynku sporo. Polski producent EdRed to polski, solidny producent konserw lub wręcz dań gotowych do spożycia. Jest też kilku innych producentów tego typu pożywienia, np. czeski Expres Menu, który oferuje saszetki z jedzeniem gotowym do odgrzania w garnku lub w saszetce zanurzonej we wrzątku. Są to dobre rzeczy. Oczywiście należy rozumieć, że jedzenie konserwowe czy ogólnie jedzenie o bardzo długim terminie przydatności bywa lekko ciężkawe. Czasem tez musimy lekko ustąpić z walorów smakowych, czasem zaś osiągają specyficzną konsystencję. Natomiast jest to nadal bardzo dobra, niewymagająca warunków chłodniczych, dobra i szybka opcja. Warto wspomnieć, że w wersji konserwowej występuje również... chleb. Świeży przez lata, polecam.

Prowiant 1
Prowiant 2
Prowiant 3

Kolejną możliwością są tzw. liofilizaty. Jest to żywność sucha, która wymaga zalania wrzątkiem i kilku minut, by nadawała się do spożycia. Tu również jest wielu producentów, którzy daja produkty odżywczo godne i dobrze smakujące: LYO Food lub Summit2eat. Nawet Decathlon ma swój wachlarz liofilizatów zawarty w decathlonowej submarce Forclaz. I to również nie jest złe. Zdarza się jednak, że żywność liofilizowana będzie powodować lekki mankament trawienny, czyli mówiąc wprost – pierdzenie. Jest to oczywiście pewien problem, aczkolwiek znając życie także element dobrej „beki” w podróży. Ile to już razy...

Posiłek liofilizowany

Wracając do sedna: możecie też zabezpieczać się kaszami i puree ziemniaczanym w proszku. Są to szybkie, syte i dobre rzeczy i ładnie uzupełniają dietę. Ważne, by nie były to kasze długogotujące się, lecz błyskawiczne, np. couscous czy bulgur. Unikajcie gryczanych, bo mimo że dobre, to gotują się po prostu długo.

JAK ZATOWAROWAĆ SIĘ W PROWIANT:

Ważne jest niezmiernie, aby asortyment prowiantu zabrany na wyprawę był możliwie szeroki. Tzn. nie kupujcie 20 porcji curry z kurczakiem, bo będziecie cierpieć już trzeciego dnia. Kupcie 4 czegoś, 4 czegoś innego, 4 gulasze, kilka zup grochowych, coś słodkiego typu owsianki z owocami... Im będzie bardziej różnorodnie, tym lepiej.

ZAWSZE MIEJCIE TŁUSZCZ I SÓL:

To ekstremalnie ważne: musicie mieć ze sobą jakiś tłuszcz. Może to być olej rzepakowy lub słonecznikowy, może być oliwa. Jeśli jest okazja, to słonina. Masło niestety musi być w lodówce, więc jest to lekki kłopot, bo z reguły są tam inne rzeczy spożywcze, ale też od biedy może być. W każdym razie bez tłuszczu polegniecie, nie usmażycie nawet jajek. Poza solą i pieprzem to jest absolutnie niezbędny produkt.

Wszystko to, co powyżej, jest zasadne, mądre i właściwe. Natomiast czarny pas osiąga się, przygotowujac posiłki od podstaw ze składników dostępnych w regionie, w którym jesteście. Przykładowo Rumunia ma świetne słoniny, bardzo dobrą cebulę i jajka, zawsze można kupić ziemniaki na ognisko. Maroko zaś obfituje w kaszę couscous i daktyle, można prawie wszędzie na bazarach kupić miętę i oliwki i zrobić z tego tabouleh dla całej ekipy. Zatem ważne, żebyście w ramach możliwości odwiedzali lokalne targowiska i zaopatrywali się w dobry, lokalny towar.

Lokalne produkty 1
Lokalne produkty
JAKIE MACIE W AUCIE SPRZĘTY DO GOTOWANIA?

Każde auto wyposażone jest w podstawowe rzeczy do przygotowywania jedzenia: jest zwykła kuchenka kartuszowa na naboje, są garnki, są sztućce, noże, talerze. Jest też kuchenka na naboje Campingaz idealnie nadająca się na gotowanie wody w czajniku. Z rzeczy opcjonalnych mam także dostępny grill BRUZZZLER (wg mnie najlepszy produkt na rynku) na litrową butlę gazową, szybko rozkładalny, grilluje bezbłędnie i świetnie się sprawdza, gdy macie w ekipie kogoś, kto kuma gotowanie. W opcji jest też kuchenka PRIMUS na paliwo ciekłe, na której ugotujecie jedzenie, jeśli zabraknie gazu, a macie pod ręką ropę albo benzynę.